Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Alpan przed ostatnią kolejką Ekstraklasy miał wszystko w swoich rękach, jeśli chodzi o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wystarczyło wygrać z AnonyMMous i bez względu na wynik meczu Strefy Podium z In-Plus Pojemna Halina, ekipa z Duczek byłaby pewna, że za rok znowu zobaczymy ją w elicie. Faworyci podeszli do swojej misji bardzo zdeterminowani i od samego początku spotkania nie chcieli pozostawić niczego przypadkowi. Ilość wykreowanych sytuacji była naprawdę spora, jednak bardzo długo zawodził ich celownik. Anonimowi atakowali zdecydowanie rzadziej, jakkolwiek trzeba im oddać, że gdy już meldowali się w okolicach pola karnego rywali, to potrafi zrobić tam małe zamieszanie. To jednak przeciwnicy szybciej znaleźli antidotum na swoją indolencję strzelecką i gdy objęli prowadzenie, od razu zaczęło im się grać dużo łatwiej. Dość szybko wyrobili sobie kilkubramkową przewagę i nie mieliśmy wątpliwości, że nie dadzą sobie zrobić tutaj krzywdy. Największe zagrożenie groziło im ze strony Mateusz Sieciechowicza, którego lewa noga jest naprawdę groźna i to właśnie z tej kończyny ten zawodnik zdobył gola na 1:3. Alpan szybko jednak odpowiedział i do przerwy prowadził 4:1, a po niej kontrolował przebieg spotkania. Licznik faworytów zaczął rosnąć, w pewnym momencie było już 6:1 i dopiero wtedy, gdy wszystko było już ustalone, Anonimowi doszli do głosu i zmniejszyli rozmiary porażki do dwóch trafień. Ale jesteśmy daleko od stwierdzenia, że byli tutaj słabsi tylko o dwa gole. Rywal był dużo lepszy i gdyby nie pech oraz Maciek Miękina, który jak zwykle bronił niesamowicie, to według nas różnica 4-5 goli uczciwie oddałaby to, co widzieliśmy na boisku. Dla Alpanu nie miało to jednak znaczenia – liczyło się zwycięstwo, które pozwoliło im zachować Ekstraklasowy byt. I również w tym przypadku możemy napisać, że dobrze się stało, bo ta ekipa na przestrzeni sezonu zasłużyła, by pozostać w gronie 10 najlepszych zespołów w Lidze Fanów. AnonyMMous niestety już w tej dziesiątce nie ma i chyba wszyscy jesteśmy ciekawi, co będzie z nimi dalej. Byłoby szkoda, gdyby zniknęli z mapy amatorskich ekip, ale jakiej decyzji by nie podjęli, to na pewno dużą przyjemnością było posiadać ich w swoim gronie przez te wszystkie, minione lata.
Było to bezpośrednie starcie o srebrne medale Ekstraklasy. O ile Kebavicie wystarczał remis do zachowania fotela wicelidera, o tyle eXc musiało po prostu wygrać ten mecz i ekipa Sebastiana Dąbrowskiego stawiła się na placu w bardzo bojowych nastrojach. I trzeba przyznać, że mobilizacja w obozie gospodarzy bardzo szybko zaczęła przynosić efekty, bo wynik w 7 minucie otworzył Alan Nawrotczyński, po chwili podwyższył Krystian Nowakowowski, a po kwadransie gry było już 3:0 po trafieniu Damiana Patoki. Ciężko wytłumaczyć co stało się ekipą Buraka Cana w końcówce tego sezonu. Z podstawowego składu wypadł jedynie Moatasem Aziz, a mimo to goście zupełnie nie mieli pomysłu na przełamanie inicjatywy eXc. Pierwsza połowa skończyła się absolutnie szokującym wynikiem 6:0 i było już praktycznie po sprawie. Zdarzało się Kebavicie wracać w meczach, gdzie przeciwnik odskoczył na 3-4 trafienia, więc nie można było wykluczyć, że nastąpi jakiś przebłysk geniuszu zawodników Buraka Cana, jednak stało się raczej odwrotnie, bo w 33 minucie eXc potwierdziło swoją hegemonię kolejnym trafieniem Krystiana Nowakowskiego. Kebavita obudziła się dopiero w 35 minucie, a gola zdobył Baris Kazkondu, ale dla drużyny z Ochoty był to tylko wypadek przy pracy, bo momentalnie odpowiedziała kolejnym trafieniem Damiana Patoki. Trzeba przyznać, że team Sebastiana Dąbrowskiego był tego dnia świetnie poukładany. Gospodarze konstruowali szybkie ataki, z którymi defensywa Kebavity miała mnóstwo pracy. Do tego świetna i czujna praca we własnym bloku obronnym spowodowała, że goście nie bardzo mogli wykorzystać atut w postaci gry z wysuniętym bramkarzem. eXc miało tego dnia patent na drużynę Buraka Cana i boleśnie punktowała każdy drobny błąd oponentów. Mecz skończył się wynikiem 10:2 i tym sposobem srebrne medale Ekstraklasy wylądują na koncie zawodników eXc Mobile Ochota!
Mecz In Plusu Pojemnej Haliny ze Strefą Podium mimo że nie miał temperatury i atmosfery walki o najwyższe cele mógł się podobać. Dla graczy gospodarzy wygrana była przypieczętowaniem piątego miejsca w lidze i przepustką do gry w eliminacjach Mistrzostw Polski rozgrywanych w lipcu. Od początku meczu ekipa Patryka Galla wzięła się do pracy i szybko objęła prowadzenie. Goście jednak nie zamierzali odpuszczać i równie prędko wyrównali. Generalnie pierwsza odsłona była niezwykle wyrównana i sam wynik 3:2 wskazuje, że na boisku nie było widać różnicy miedzy zespołami. W drugiej połowie jednak Strefa Podium spuściła z tonu i nie była już tak groźna jak w pierwszych 25 minutach. Pojemna Halina natomiast rozpędzała się z każdą akcją a szczególnie aktywny w ofensywie był Wojciech Gajownik. Dobrze prezentował się Tomasz Żebrowski, który kreował sporo sytuacji kolegom. Gospodarze odskoczyli z wynikiem i mogli spokojnie bawić się grą w końcówce spotkania. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 9:3 i to In Plus Pojemna Halina zdobył ostatni bilet na to, by pokazać się szerszej publice na eliminacjach Mistrzostw Polski. Strefa Podium po w miarę udanym debiucie w Lidze Fanów trzeba przyznać że pokazała, iż ma potencjał do walki z najlepszymi ekipami z Warszawy.
Obie ekipy w tym sezonie były stawiane w roli faworytów do tytułu. Tur w rundzie jesiennej sam wyeliminował się z walki o mistrzostwo a co więcej musiał w rudzie wiosennej walczyć o utrzymanie. Gorlicka miała konkurenta do złotych medali w postaci Kebavity, która dzielnie dotrzymywała jej kroku, ale w końcówce sezonu spuściła z tonu i to zespół Daniela Gello mógł się cieszyć z obrony mistrzostwa. Pamiętamy dobrze pierwsze spotkanie z jesieni, gdzie mieliśmy niesamowite widowisko i swoistą remontadę gości od stanu 0:4 do 5:4. Tur zamierzał się zrewanżować za tamto spotkanie, od początku widać było determinację w drużynie z Ochoty i od kiedy za mobilizację drużyny wziął się Jarek Kotus, to efekty w tej rundzie są piorunujące. Gospodarze szybko objęli prowadzenie i nie zamierzali się zatrzymywać. Świetne zawody grał nowy nabytek w tej rundzie Piotr Branicki, który starał się mobilizować zespół do walki. Na marginesie ten zawodnik reprezentował barwy Gorlickiej, także znał swoich byłych kolegów z drużyny bardzo dobrze. Gdy padały kolejne bramki dla Tura menedżer Gorlickiej nie krył złości, że w tak prosty sposób jego team traci gole. Gorlicka nie mogła przebić się przez dobrą defensywę rywali a w bramce nadspodziewanie dobrze spisywał się Paweł Wysocki, który zaliczył kilka efektownych interwencji. Do przerwy było 5:2 i niezwykle ciekawie zapowiadała się druga połowa. Gorlicka po kilku męskich słowach w przerwie wzięła się za odrabianie strat korzystając z gry z lotnym bramkarzem. Tur jednak dobrze organizował defensywę i szukał swoich okazji w kontratakach. Przy stanie 5:3 Konrad Wojtkielewicz wykorzystał błąd w rozprowadzaniu piłki i strzałem przez całe boisko podwyższył wynik. Gościom udało się trafić jeszcze na 6:4, ale zabrakło czasu by powalczyć o chociażby punkt. Tur tym meczem pokazał że jak się zbierze, to ma skład na walkę o najwyższe cele. Gorlicka bez Marcela Gorczycy nie była tak groźna jak zawsze, ale ten mecz to dobre przetarcie przed Pucharem Ligi Fanów i co najważniejsze eliminacjami Mistrzostw Polski, które w lipcu czekają zespół Daniela Gello.
Wynik tego meczu nie miał już większego znaczenia w kontekście sytuacji w tabeli. Esportivo nawet w przypadku przegranej miało zapewniony występ w Pucharze Ligi Fanów, a Impuls pogodził się już ze spadkiem z najwyższego poziomu rozgrywkowego. Jednak w tle rozgrywała się inna rywalizacja - pomiędzy Damianem Górką i Vladyslavem Budzem o króla strzelców Ekstraklasy oraz Bohdanem Ivaniukiem i Kubą Wardzyńskim o najskuteczniejszego asystenta. Oznaczało to, że obie ekipy będą tego dnia nastawione na atak i faktycznie oglądaliśmy bardzo dużo prób strzeleckich. Wynik już w 1 minucie otworzyli gospodarze, a trafił wspomniany już Damian Górka. Kolejna bramka padła dopiero w 8 minucie, ale po niej cały mecz toczył się według schematu cios za cios. Najpierw wyrównał Impuls, a dosłownie akcję później Esportivo wróciło na prowadzenie. Po chwili swoje pierwsze trafienie zaliczył Vladyslav Budz, a gospodarze zripostowali golem Sylwestra Wielgata. Gole sypały się jak z rękawa i zanim skończyła się pierwsza połowa było już 6:6, ale co istotne Vladyslav Budz miał już na koncie pięć trafień! Druga połowa powinna rozpocząć się od trzeciego gola Damiana Górki, ale w sytuacji jeden na jednego górą był bramkarz Impulsu Danil Kuznetsov, który w ostatniej chwili wytrącił piłkę spod nóg przeciwnika. Gospodarze potrzebowali chwili, ale w końcu wyszli na skromne, jednobramkowe prowadzenie po golu Damiana Stolarczyka i mecz znów zaczął przypominać widowisko z pierwszej połowy, gdzie Esportivo co i rusz wychodziło na prowadzenie i po chwili remisowało. Damianowi Górce nie szło tego dnia trafianie do bramki Impulsu, a w 40 minucie przestrzelił nawet karnego, ale koledzy z drużyny byli skuteczni i Kuba Wardzyński i Piotr Budziński zapewnili gospodarzom ostateczne zwycięstwo 11:9. Obie ekipy podzieliły się wyróżnieniami indywidualnymi - Vladyslav Budz ostatecznie obronił fotel lidera strzelców Ekstraklasy, za to nagroda dla najlepszego asystenta powędruje do Kuby Wardzyńskiego.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)